Czujnik paliwa jest wykonany jako potencjometr, gdzie ramię pływaka ślizga się na drucie oporowym i przez to zmienia wartość elektryczną. Po wykręceniu okazało się, że jedno z połączeń do drutu było uszkodzone. Piotrek wykorzystał drugą końcówkę, przelutował do niej kabel i całość odwrócił o 180°.
Trzeba było również wymienić główny element mocujący do zbiornika, albowiem był on wykonany z aluminium, w które wdarła się korozja. Płytka została dosłownie przeżarta przez rdzę.
| Odwrócone ramię pływaka i skorodowana płytka |
Z braku aluminium, a także narzędzi do obróbki stali Piotrek sporządził nową płytkę z plastiku.
Należało też założyć nową uszczelkę, gdyż z nieznanych nikomu przyczyn stara była wykonana z nieodpornej na olej gumy i w związku z tym, doszczętnie spróchniała. Piotrek zrobił nową z korka.
| Uszczelka z korka |
| Cały czujnik |
Gdy czujnik już z powrotem był kompletny i sprawny, została wstępnie ustalona dokładność pomiaru poprzez wygięcie ramienia pływaka. Teraz w miarę upływu paliwa dalej trwają regulacje pomiarowe polegające na manualnym mierzeniu jego poziomu w zbiorniku i porównywaniu ze wskaźnikiem.
| Manualny pomiar paliwa |
Na razie działa :-)
komentarz znajomego żeglarza z facebooka: "z tego niektórzy żeglarze ( i nie tylko oni ) mogliby się uczyć.
OdpowiedzUsuńzaradność profesjonalistów"
Ode mnie: wiesz, że dopiero dzięki Twoich zapisków zdałam sobie sprawę z tego, jak ważne jest dokumentowanie tego, co sie robi? Ważne dla tego, żeby nie wątpić w siebie i mieć jasno przedstawioną swoja wartość. Piotrek musi być dumny z siebie i już sobie wyobrażam, jaki tu paw przyjedzie :D Robisz fantastyczną rzecz, Dorota :) Czytam dalej.
Ach, cieszymy się, że i żeglarze czytają tego bloga, a tym bardziej, że doceniają wartość praktyczną tych wpisów, bo głównie po to je publikujemy :-).
OdpowiedzUsuńJa też teraz widzę, jak istotne jest dokumentowanie swojego życia, nawet dni codziennych, kiedy z pozoru niewiele się dzieje. Zawsze są jakieś małe chwile szczęścia czy drobne sukcesy, które w mgnieniu oka ulatują z pamięci, a przecież to właśnie je warto wspominać. Już sama świadomość, że będę pisać na blogu o tym, co każde z nas robi, sprawia, że przywiązuję większą wagę do szczegółów i do wielu rzeczy podchodzę bardziej refleksyjnie. Dni przestały być dzięki temu jednakowe (choć to akurat pewnie bardziej zasługa okoliczności niż bloga ;-)).
Co do Piotrka, to on swoją pracę traktuje jak najnormalniejszą rzecz na świecie, jak to ujął: "jest robota, to się robi". Nie wydaje mi się, żeby był szczególnie dumny z siebie, ale na pewno jest zadowolony z tego, że ma tu co robić.:-)
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa, super motywujące do pracy pisarskiej :-)